środa, 1 lipca 2015

Zanim całkowicie zdechnie...

...blog wrzucę fotki wymęczonej przeze mnie zwierzyny ;) Tak dla własnej pamięci, żebym mogła porównać w jakim tempie i stopniu będzie się zmieniała, niszczała.

No naszło mnie. To chyba taka naturalna ewolucja szyjacza, że wykorzystanie skór naturalnych przychodzi do głowy. Skóry, drewno i inne naturalne materie lubię bardzo. Ale raczej nie miałam śmiałości porywać się na większe rzeczy. Owszem, z obawy czy podołam też ale może w większym stopniu stopowała mnie wizja wtopienia / zmarnowania funduszy ;) Bo to niestety nieuniknione a na wymarzony efekt końcowy gwarancji nie ma.
Ale musiałam zaryzykować. Nabyłam kawał garbowanej roślinnie świńskiej skóry "na buty" grubości 1,5-2 mm, trochę tanich narzędzi od naszych skośnookich przyjaciół ;) tłuszcz do skór i zaczęłam działać.
Punktem wyjścia był kwadrat 45x45 cm. Tak, torba jest rozmiarów... spooorych ;) ale takie lubię a poza tym startowałam od takiego dużego rozmiaru, żeby w razie problemów móc obciąć boki i zacząć od początku ;)
Skóra była od środka grubsza i coraz cieńsza na brzegach. Dlatego kroiłam tak, żeby gruba warstwa była w dolnej podstawowej części torby a trochę cieńsza u góry i na kieszonkach. Paski zrobiłam z innej, jeszcze grubszej. Szycie całkowicie ręczne. Nie pytajcie co czuję w opuszkach palców - pomimo tego, że wcześniej robiłam dziurki dźgaczem ;)
Generalnie - kilka rzeczy oczywiście po drodze spaprałam, jest parę miejsc na które zbliżeń na fotkach nie zobaczycie ;) Obstawiam, że za jakiś czas paski jednak wymienię na inne, z takiej samej skóry jak całość. Ale jest. Moja. Choć teoretycznie duża i ciężka sama w sobie to jednak na ramieniu jej kompletnie nie czuję. Trochę mało kieszonek i skrytek ale coś za coś.





Przy okazji.
Całkiem pierwsze produkty skórzane (poza małą czarną torebką)  nie nadawały się do publikacji. Ale przy drugim podejściu do portfela wyszło trochę lepiej. Choć taka wiotka, miękka skóra nie jest najlepszym do tego celu materiałem. Ale jest i na razie użytkuję skutecznie. :)



piątek, 22 maja 2015

No niestety

Blog chyba powoli zdycha... Jak wchodzę i widzę, że od ostatniego posta minęło ponad 3 miesiące to nie pozostaje nic innego niż schować się gdzieś do dziury. Nie ma głowy, nie ma czasu, nie ma chęci... I nawet robota nie idzie. Wow, zrobiłam młodej małego Jake'a z Adventure time (to w razie gdyby się nie dało rozpoznać ;) ). Wyczyn...
Nawet jak już coś wymęczę to nie mogę się zebrać żeby wrzucić. Jak obłąkana dłuuugo dziubałam drobnicowy sweterek z łączonej nitki Lace Dropsa + Merinos Fine Ispe. Wymęczyłam i... odłożyłam do szafy ;)
Dla zainteresowanych zadanie z niewiadomą - cały waży 177 g, z chyba dwóch motków Ispe zostało mi ok. 40 g, z Dropsa ok. 80 g - ile wełenek zużyłam? ;) Walczyłam na jakichś cienkich drutach całkowicie gładkim wzorem oczywiście w jednym kawałku. Tylko dekolt i rękawy są wykończone samym Dropsem. Kolor wyszedł dość... ciekawy ;) bo Drops to jest jakaś zieleń oliwkowa a Ispe melanż zieleni w bardziej niebieskawej tonacji.


A co dalej? Miesiąc temu zabrałam się za następny popaprany pomysł - duży szal z okrutnej cienizny Haapsalu Shawl Yarn Midara 100g / 1400 m i jakby tego było mało dowaliłam sobie koraliki... Przez miesiąc zrobiłam może z pół metra ale fakt, że siadam do niego małe kilka razy w tygodniu na chwilę... No nic mi nie idzie i tyle.

Z konieczności siedzimy trochę w ogrodzie. Chociaż okrutnie nie chce mi się śmigać przy łopacie to jednak efekty czasami odrobinę polepszają humor. ;)
Całkiem przyzwoicie w tym roku zakwitły nam azalie, rododendrony i pełno innej drobnicy. Już za chwilę będą pierwsze róże :)
Jak tak patrzę to roślinność prezentuje się na zdjęciach zdecydowanie lepiej niż moje gnioty - może czas na sezon kwitnień oficjalnie się zawiesić i tylko pykać fotki kfiotkom?! ;D






wtorek, 3 lutego 2015

Zrobiona na szaro

Tym razem mrocznie ale za to klasycznie i uniwersalnie. Z lekko szerszym... siedzeniem ;)))





niedziela, 25 stycznia 2015

No i masz..

Kiedyż to ja pisałam, że szycie portfeli jest beee...? I że już nie będę...? Hmmm.... Tiaa.....
No trudno, mam nadzieję, że przy dziesiątym, dwudziestym (jak dożyję nerwowo ;)) ) egzemplarzu będę całkiem zadowolona he he. Choć fakt, przepraszam Dorotko, ale ten chyba wyszedł lepszy he he





poniedziałek, 19 stycznia 2015

Zielenina

Wykończyłam rozgrzebaną od jakiegoś czasu zielonkę. Ciężko zrobić dobre fotki bo teraz nawet w środku dnia ciemno. Choć to akurat nie moja zasługa to mogę powiedzieć, że kolorki ma naprawdę fajne, takie świeże i radosne. Reszta standardowo. No, może... bo tym razem córka zapytała mnie czy to rogi łosia... :(
;D




I informacja techniczna dla Dorotki - to jest zostaw standardowy - nie ma konieczności noszenia kosmetyczki na głowie a portfela na... półce... :D
Zdjęcia produktu portfelopodobnego wrzucam tu bardziej dla pamięci - żeby nie zapomnieć że portfele to nie moja bajka... Podobają mi się szyte, zawsze mnie kusi rozpracowanie jakiegoś modelu ale pomijając chyba jeden fason małych portmonetek, które szyłam kiedyś, to z żadnego nie jestem do końca zadowolona. Zgodnie z zasadą im mniejsza forma tym większy problem żeby wszystko wyszło tak jak by się chciało ;)
Dlatego najprawdopodobniej nie wytrzymam i spróbuje uszyć sobie sztukę z naturalnej skóry i na tym zakończę szaleństwa portfelowe ;))