piątek, 13 maja 2016

Jestem zadowolona

No w końcu! ;) Nie to, żeby było idealnie, nie, lamówka jest wymęczona, miejscami trochę wyłazi mi szew spod spodu ale to nie jest istotne. W tym przypadku najważniejsza dla mnie jest użytkowość a z tym chyba trafiłam. Szyłam wg tego pomysłu ale oczywiście rozmiary dobierałam sobie trochę na pałę. Wiedziałam tylko, że wysokość musi być taka, żeby mieściły się pędzle i duże cienie. Świadomie wystają one trochę ponad zamek - po zapięciu mieszczą się idealnie. Zapewne w trakcie użytkowanie nie będzie tam już takiego porządku ale przynajmniej wszystko się mieści.





piątek, 6 maja 2016

Prościej się nie da

Druty 4,5, dokładnie 152 g (czyli 1,5 motka) włóczki Kartopu 4 Mevsim i troszkę czasu. Wzór banalny - najprostsza siatka - w rzędach nieparzystych "narzut / 2 razem na prawo" tak, żeby wychodziły naprzemiennie nad sobą, rzędy parzyste tak jak schodzą z drutu. Trochę kombinowałam i zrobiłam mikro "dekolt" - na ramionach mam dodane po 4 rzędy skrócone, ale włóczka w połączeniu z tak luźnym wykonaniem układa się sama.
Swoją drogą ta wersja akrylu z bawełną wybitnie mi sie podoba - jest miękka, przyjemna i bezwłosa. No i cena też fajna :)


poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Spodobało mi się

Szycie dzianinek. Naprawdę nie jest to wcale takie straszne. A wręcz wydaje mi się, że jest to prostsze niż szycie rzeczy nieelastycznych bo jednak wszelkie niedoskonałości mają szansę się naciągnąć, dopasować, ułożyć. Może się mylę ale na chwilę obecną mi się podoba.
Na tyle, że z pozostałości pobluzkowych machnęłam tuniczkę dla dziewczęcia, którego pod ręką nie miałam a jedynie bluzeczkę dla odrysowania orientacyjnych rozmiarów ;) Czy będzie pasowała - jeszcze nie wiem ;) I jeszcze kfiotek na gumeczce do włosów.

A w amoku dzianinowym dorwałam nielubiane t-shirty i zrecyklingowałam ;))


poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Dorosłam

Myślałam nad tym... od kilku lat ale nigdy zbyt poważnie nie podeszłam do tematu. Dzianina. Robiłam szybkie testy na skrawkach i nie zawsze były one pomyślne. Raz maszyna szyła pięknie, raz ciągnęła, skakała i doprowadzała mnie do szału.
W końcu zabrałam się konkretnie. Poszłam do lokalnego sklepiku i wybrałam... no, coś. Dlaczego 80% tkanin w małych sklepikach musi mieć tylko metki z cenami? Nie znam nazwy, nie znam składu. Wiem, że odpowiadało mi w dotyku i tyle. Pewnie mieści się to w bardzo ogólnej i pojemnej grupie "t-shirtówek".

Na początek wzięłam brudny brąz ale jak przekonałam się, że maszyna szyje, dokupiłam bananową żółć.
Przede wszystkim wykrój - znalazłam tu kapitalny wykrój do wydrukowania. Wybitnie "mój" - rozlazły, luźny ale też bez przesady, dół nie jest flakowaty tylko fajnie siedzi na biodrach.
Szyłam S, nie dodawałam nigdzie zapasów na szwy (jedynie przy lamówkach na długości troszkę). Najpierw szyłam brązową. Przyznaję szczerze, że nie doczytałam z czego wynika, że lamówka dekoltu jest minimalnie węższa. Przy bananowej zrobiłam szerszą, taką jak przy pachach.
Oczywiście okrutnie bałam się dzianinowych lamówek. No i przy pierwszej przekombinowałam - jak to ja... Najpierw odszywałam pachy i nie wiem dlaczego naszło mnie na zygzak. Potem stwierdziłam, że skoro pierwszy egzemplarz ma być testowy to dlaczego dekoltu nie odszyć szwem "dekoracyjnym". Ano już Wam mówię - dlatego, że będzie sztywno ;))) Ogólnie mogłam to zostawić ale ostatecznie wyprułam i przeszyłam zwykłym.





W kwestii wykańczania dołu. Trafiłam na tą stronę Domowa.tv i przyznam, że nie wpadłabym na wykorzystanie podwójnej igły! Nawet o dziwo udało mi się u mnie dostać od ręki podwójną do streczu. Nie jest to idealne wykończenie - w brązowej pomimo luźnego ustawienia nici zrobił mi się lekko grubszy wałeczek ale przyjęłam wersję "właśnie tak miało być" ;)
Żółta poszła lepiej. I to nawet przypadkiem... Zawsze lamówki przyszywałam prawą do prawej, wywijałam i stębnowałam po prawej (tak poprawiłam brązową). Ale przyznaję, że czasami pod spodem miewałam miejsca gdzie igła nie chwyciła lamówki i musiałam poprawiać. W żółtej przyszyłam lamówkę dekoltu, zaczęłam wywijać i dostałam szału bo oczywiście przyszyłam ją do lewej strony! Ale stwierdziłam, że skoro i tak mam pruć to z ciekawości zobaczę jak bardzo krzywo by mi się szyło odwinięcie na prawej. I doznałam szoku bo całkiem przypadkiem prawą stronę odszyłam równiutko i wyglądała o niebo lepiej. No i przy okazji na lewej stronie nie muszę się martwić czy dobrze uchwycę i coś nie ucieknie.


I nawet na dole wyszło lepiej, bardziej płasko, bez większego wałeczka :)
A tu jeszcze tester tkaninowy - nada się na elastyczny t-shirt? Nie rozciągnie się za bardzo? Testy wypadły pomyślnie ;))
A tu poglądowo dla pamięci rzeczy, które były mi bardzo pomocne - stopka do ściegu owerlokowego, igły i nici do streczu.
I jeszcze z cyklu "mała rzecz a cieszy" ;) - na szybko uszyłam matę pod maszynę. Ostatnio odnowiłam sobie mój stół i nie jest wykończony lakierem tylko farbą transparentną - na moje wygląda bardzo fajnie (tak jak planowałam) ale fakt - jest dość tępy  no i trochę boję się po nim za bardzo szurać maszyną. Dlatego machnęłam matę ;) W necie jest pełno przeróżnych pomysłów na takie organizery. Mój stół jest niski dlatego kompletnie nie mam miejsca od frontu. Ale małe podręczne skrytki mam dyndające z boku. I gra! ;)


czwartek, 31 marca 2016

Upo minki ;)

Na moje wybitnie dziwne określenie, bo mi się kojarzy z upominaniem kogoś ;) A tu ani ja nikogo ani nikt mnie nie upominał ;))
Tak czy inaczej na drobne upominki najlepsze są drobne rzeczy, bo jak się nie spodobają to w szafie za dużo miejsca nie zajmą a jak trzeba z tym na śmietnik dybać to też się człowiek nie nanosi ;))) A dla mnie najwygodniejsze szydełkowe bo w trakcie robienia można spokojnie siedzieć na sofie i okiem na film łypać ;))
A więc - zestaw dla dorosłych i zestaw młodzieżowy



A dla siebie? Dla siebie też coś. Spontaniczna bransoletka. I pewnie, że również szydełkowa. A nawet skórzano-szydełkowa ;))