poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Spodobało mi się

Szycie dzianinek. Naprawdę nie jest to wcale takie straszne. A wręcz wydaje mi się, że jest to prostsze niż szycie rzeczy nieelastycznych bo jednak wszelkie niedoskonałości mają szansę się naciągnąć, dopasować, ułożyć. Może się mylę ale na chwilę obecną mi się podoba.
Na tyle, że z pozostałości pobluzkowych machnęłam tuniczkę dla dziewczęcia, którego pod ręką nie miałam a jedynie bluzeczkę dla odrysowania orientacyjnych rozmiarów ;) Czy będzie pasowała - jeszcze nie wiem ;) I jeszcze kfiotek na gumeczce do włosów.

A w amoku dzianinowym dorwałam nielubiane t-shirty i zrecyklingowałam ;))


poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Dorosłam

Myślałam nad tym... od kilku lat ale nigdy zbyt poważnie nie podeszłam do tematu. Dzianina. Robiłam szybkie testy na skrawkach i nie zawsze były one pomyślne. Raz maszyna szyła pięknie, raz ciągnęła, skakała i doprowadzała mnie do szału.
W końcu zabrałam się konkretnie. Poszłam do lokalnego sklepiku i wybrałam... no, coś. Dlaczego 80% tkanin w małych sklepikach musi mieć tylko metki z cenami? Nie znam nazwy, nie znam składu. Wiem, że odpowiadało mi w dotyku i tyle. Pewnie mieści się to w bardzo ogólnej i pojemnej grupie "t-shirtówek".

Na początek wzięłam brudny brąz ale jak przekonałam się, że maszyna szyje, dokupiłam bananową żółć.
Przede wszystkim wykrój - znalazłam tu kapitalny wykrój do wydrukowania. Wybitnie "mój" - rozlazły, luźny ale też bez przesady, dół nie jest flakowaty tylko fajnie siedzi na biodrach.
Szyłam S, nie dodawałam nigdzie zapasów na szwy (jedynie przy lamówkach na długości troszkę). Najpierw szyłam brązową. Przyznaję szczerze, że nie doczytałam z czego wynika, że lamówka dekoltu jest minimalnie węższa. Przy bananowej zrobiłam szerszą, taką jak przy pachach.
Oczywiście okrutnie bałam się dzianinowych lamówek. No i przy pierwszej przekombinowałam - jak to ja... Najpierw odszywałam pachy i nie wiem dlaczego naszło mnie na zygzak. Potem stwierdziłam, że skoro pierwszy egzemplarz ma być testowy to dlaczego dekoltu nie odszyć szwem "dekoracyjnym". Ano już Wam mówię - dlatego, że będzie sztywno ;))) Ogólnie mogłam to zostawić ale ostatecznie wyprułam i przeszyłam zwykłym.





W kwestii wykańczania dołu. Trafiłam na tą stronę Domowa.tv i przyznam, że nie wpadłabym na wykorzystanie podwójnej igły! Nawet o dziwo udało mi się u mnie dostać od ręki podwójną do streczu. Nie jest to idealne wykończenie - w brązowej pomimo luźnego ustawienia nici zrobił mi się lekko grubszy wałeczek ale przyjęłam wersję "właśnie tak miało być" ;)
Żółta poszła lepiej. I to nawet przypadkiem... Zawsze lamówki przyszywałam prawą do prawej, wywijałam i stębnowałam po prawej (tak poprawiłam brązową). Ale przyznaję, że czasami pod spodem miewałam miejsca gdzie igła nie chwyciła lamówki i musiałam poprawiać. W żółtej przyszyłam lamówkę dekoltu, zaczęłam wywijać i dostałam szału bo oczywiście przyszyłam ją do lewej strony! Ale stwierdziłam, że skoro i tak mam pruć to z ciekawości zobaczę jak bardzo krzywo by mi się szyło odwinięcie na prawej. I doznałam szoku bo całkiem przypadkiem prawą stronę odszyłam równiutko i wyglądała o niebo lepiej. No i przy okazji na lewej stronie nie muszę się martwić czy dobrze uchwycę i coś nie ucieknie.


I nawet na dole wyszło lepiej, bardziej płasko, bez większego wałeczka :)
A tu jeszcze tester tkaninowy - nada się na elastyczny t-shirt? Nie rozciągnie się za bardzo? Testy wypadły pomyślnie ;))
A tu poglądowo dla pamięci rzeczy, które były mi bardzo pomocne - stopka do ściegu owerlokowego, igły i nici do streczu.
I jeszcze z cyklu "mała rzecz a cieszy" ;) - na szybko uszyłam matę pod maszynę. Ostatnio odnowiłam sobie mój stół i nie jest wykończony lakierem tylko farbą transparentną - na moje wygląda bardzo fajnie (tak jak planowałam) ale fakt - jest dość tępy  no i trochę boję się po nim za bardzo szurać maszyną. Dlatego machnęłam matę ;) W necie jest pełno przeróżnych pomysłów na takie organizery. Mój stół jest niski dlatego kompletnie nie mam miejsca od frontu. Ale małe podręczne skrytki mam dyndające z boku. I gra! ;)


czwartek, 31 marca 2016

Upo minki ;)

Na moje wybitnie dziwne określenie, bo mi się kojarzy z upominaniem kogoś ;) A tu ani ja nikogo ani nikt mnie nie upominał ;))
Tak czy inaczej na drobne upominki najlepsze są drobne rzeczy, bo jak się nie spodobają to w szafie za dużo miejsca nie zajmą a jak trzeba z tym na śmietnik dybać to też się człowiek nie nanosi ;))) A dla mnie najwygodniejsze szydełkowe bo w trakcie robienia można spokojnie siedzieć na sofie i okiem na film łypać ;))
A więc - zestaw dla dorosłych i zestaw młodzieżowy



A dla siebie? Dla siebie też coś. Spontaniczna bransoletka. I pewnie, że również szydełkowa. A nawet skórzano-szydełkowa ;))


wtorek, 15 marca 2016

Leatherwork and Leathercrafting czyli jak po mojemu wymęczyć etui ;)

Zaczynamy oczywiście od przeprowadzenia wnikliwej analizy zapotrzebowania, sprawdzając bardzo dokładnie wymiary sprzętu ubieranego - tu - telefonu.

Następnie idziemy pogrzebać w rupieciarence i cieszymy się, że lubimy czasami różne śmiećki magazynować - wyciągamy deseczkopodobne płyty, które Ikea czasami wtyka jako wypełnienie opakowania z meblami. Idealne do wystrugania atrapy telefonu  :D  Najlepiej zrobić dłuższą celem łatwiejszego wyciągania.


Taśmujemy i unieruchamiamy

Ciachamy skórę. Ja tu miałam świńską licowaną garbowaną roślinnie. W tym miejscu miałam dylemat bo nie wiedziałam ile trzeba dodać na szerokości. Nie wiedziałam też na ile skóra nadda się przy formowaniu na mokro. Dlatego jedno zrobiłam za szerokie, drugie wyszło już dopasowane.

Następnie wykonałam wysokospecjalistyczny szablon do wycięcia otworów chwytno-wypychowych i wydziabałam. Przy tak profesjonalnej robocie oczywiście brak idealnej symetrii jest wysoce wskazany  ;))



Na tym etapie trochę wykończyłam wycięte krawędzie. Było wygodniej na płasko.

Kolejne miejsce gdzie można skopać - klejenie. Hojne obsmarowanie brzegów klejem gwarantuje piękny glut wyłażący przy szlifowaniu brzegów  ;)  W trakcie schnięcia zrobiłam wątpliwej urody inicjał przyszłego (prawie) właściciela - Ł. Ale to już odrębna historia :D)

Po wyschnięciu można zabrać się za wycinanie rowków pod szwy - może nie mam dużego doświadczenia ale jeszcze nigdy nie wyszło mi równo  ;))  Następnie młotek, "widelec" i deska.



Będąc wielką profesjonalistką  do szycia używałam nici jedwabnych "bo ładne"  ;))  Najlepszy efekt daje szycie na dwie igły szwem rymarskim. Trochę zaokrągliłam też narożniki.



Gotowy etuj szybkim ruchem zmoczyłam wodą i nałożyłam do formowania. Powalczyłam też z brzegami (tylko szlifowanie drewnem). Nie jest to cud ale na bank są to najlepiej wykończone przeze mnie krawędzie.

W tym momencie występują usterki techniczne ponieważ do wykończenia wybrałam jedynie widoczny na zdjęciu balsam a jak się za niego zabrałam to brakło mi rąk. Całkiem mi się podoba jego wykończenie tylko że smarując trzeba się trochę przyłożyć i robić to równomiernie. U mnie niestety po przesmarowaniu nagle pokazały się jakieś ryski (?) w górnej części które balsam podkreślił ale zostawiłam to.

I pewnie tu osoby spostrzegawcze zaczynają się zastanawiać gdzie się podziało "Ł" zastąpione wybitnie artystycznym... tfu!... ornamentem?  ;))
No, kiedy wszystko jest prawie gotowe to należy jeszcze raz sprawdzić wymiary telefonu i zajarzyć, że spisało się nie te, które trzeba...  :(((  Na szerokość nawet miało by szanse ale na długość brakowałoby ok. 1 cm! Masakra, nawet tego nie komentuję. Zaćmienie totalne. A że nie dysponowałam nikim na Ł komu mógłby pasować (no, chyba że jakaś Łajza ;)  ) to musiałam przerobić i odłożyć na moją półeczkę z gniotami...
Efekt bojów i nerwów wygląda tak. Miałam dylemat jak się w takim przypadku (i kiedy) wykańcza widoczny przez wycięcie środek? Przesmarowałam trochę balsamem i tyle.



Ostatecznie dorobiłam się chwilowej niechęci do skóry. Pewnie szybko mi minie ale nerw musi się zneutralizować.  Więc jeżeli potencjalny Ł tu zajrzy i doczyta to - sorry, tym razem wyszła lipa ;))