wtorek, 31 maja 2011

Hojoba bardzo zakaźna ;)

Dziś kompletnie z innej beczki. Handmade niestety nie w moim wykonaniu ale rękę do tego przyłożyłam ;)
Zainfekowanie chorobą hojową nastąpiło ok. 2008-2009 roku. Najbardziej zakaźnym miejscem jest to forum i rozwija się tu wiele groźnych szczepów - hibiscusomania, fiołkoza i podobne ;)

W tym sezonie kilka egzemplarzy zaszczyciło mnie swoim kwitnieniem po raz pierwszy więc się chwalę ;) Kilka odmian jeszcze ćwiczy moją cierpliwość i strasznie się opiera przed kwiatami ale dzięki takiej różnorodności same liście też mają dużo uroku. Przez to, że powoli kończy się wolne miejsce na parapetach i dzięki resztkom rozsądku moja kolekcja jest bardzo skromna, ale... Kto wie, kto wie... ;)

Na początek najczęściej spotykana hoya carnosa

Kuzynka carnosy o poskręcanych liściach - hoya compacta

Hoya stoneana

Hoya australis

Hoya multiflora - strzałeczki na etapie pączków i już rozwinięte

Hoya sheperdii

tu jeszcze z częściowo z zamkniętymi poduszeczkami

Hoya obscura na etapie lukrowanych pączusi

a tu już włochate oponki, przyrumienione przez słonko


Hoya publicalyx silver pink - etap pierwszy

etap drugi

i pełne wywinięcie

piątek, 27 maja 2011

Finisz

Udało się ale na razie będzie bez fajerwerków. Satysfakcja jest bo to pierwszy "duży" sweter ale jeszcze mieszane uczucia co do efektu. Po zrobieniu było ok ale zachciało mi się go... zblokować (?) na wilgotno i chyba nie był to najlepszy pomysł. Choć pewnie prędzej czy później do prania by doszło i skończyło tym samym. Otóż zmoczyłam go tylko w samej letniej wodzie bez dodatku płynów i... z mojego rozmiaru na wzrost 160 zrobił się rozmiar... koszykarski ;) Z drugiej strony to bardzo ekonomiczne rozwiązanie - robić "mały", przeprać i mieć o kilka rozmiarów większy ;) Tylko pewnie problem z utrafieniem w odpowiedni ;)
Oczywiście suszyłam go na płasko - za manekin założyłam tylko już podsuszony do zdjęcia. Mam nadzieję że jeszcze trochę się wstąpi.


A na dokładkę szal zrobiony już z miesiąc-dwa temu. Spokojnie leżał i czekał aż go zblokuję. W okrutny sposób splagiatowałam Dagmarę ale okrutnie się w nim zakochałam! Oczywiście mój nie jest tak pięknie zrobiony jak Dagi ale jeszcze kilkadziesiąt lat i może nauczę się robić tak równiutko ;)
Mój ma ok. 60 x 165 cm i waży 70 gr. Szarobrązowa fonseca.




środa, 11 maja 2011

Po przerwie... kolejnej

Uff... Po przerwie technicznej związanej z organizacją Komunii córki mogę wrócić do dłubania! ;)
Pelerynka już kiedyś była więc jeszcze dorzucę torebeczkę – rozmiarów całkiem konkretnych ale musiała zmieścić książeczkę a wręcz prawie książkę :)
Pierwotnie miała być wykończona aksamitką ale się nie doczekałam na dostawę więc jest po prostu taśma.


A teraz, ze spokojem zasiadam do dalszego ciągu swetra – w końcu wiadomo, zima za pasem ;)
Moja pani Jadzia w newralgicznych miejscach została hojniej obdarowana przez producenta niż ja ;) więc trochę ciężko mi się ją dopinało ale jakoś jest.
Jeszcze troszkę mi zostało...



EDIT
Tak się teraz zaczęłam zastanawiać - jak by tu wyjść z kolorami rękawów? Przecież będę robiła z dwóch motków i chyba nigdy nie uda mi się utrafić z odcieniem nitek? Na łączeniu dopasuję ale dalej pewnie symetrycznie nie pójdzie... ;) A ja tak lubię symetrię... ;)

wtorek, 10 maja 2011

Piękna a(u)kcja!

Kto dłużej zagląda na mojego bloga pamięta historię Pauli Pruskiej zmagającej się z chorobą.
Pimposhka w ramach pomocy wystawiła na aukcję przepiękną wełnę Blue Faced Leicester
Zachęcam wysztkich - licytujcie i pomagajcie! ;))