poniedziałek, 24 grudnia 2012

Wesołych Świąt!!!

W tym zabieganym Świecie życzę Wam spokoju, rodzinnego ciepła, jak najwięcej zdrowia oraz umiejętności odnalezienia radości w każdej, choćby najdrobniejszej rzeczy. No i żeby czas trochę zwolnił.... ;)



czwartek, 15 listopada 2012

Robótka 2012

Fantastyczna akcja świąteczna.
Niewielkim gestem możemy sprawic komuś ogromną radość. Jeżeli chcecie zostać Świętym Mikołajem i sprawić radość mieszkańcom Domu Pomocy Społecznej w Niegowie, klikajcie do Bebeluszka po więcej informacji. Zachęcam!

niedziela, 11 listopada 2012

Tutka z tutka

Od dłuższego czasu chodziła za mną chęć zmierzenia się z uszyciem torebki na wino według tego pomysłu - klik. Oryginały bardzo eleganckie. Moja wersja powiedzmy, że jest znacznie skromniejsza, szczególnie w zakresie radosnego pikowania :D W tej kwestii to ciągle daleka droga przede mną.

Ale jak nie spróbujesz to się nie nauczysz ;)

środa, 7 listopada 2012

Czy Wy też tak macie?

Czasami się nad tym zastanawiam, bo całkiem często się to mi trafia...
Bywa, że im bardziej coś robię... na odpiernicz, tym mniej mam z tym problemów. I to nawet nie przez to, że łatwiej wtedy akceptuje bylejakość wykonania ;)
Tym razem w radosny wolny dzień usiadłam sobie żeby uszyć etujnik na narzędzie tortur potocznie zwane depilatorem :) Zaczęłam od końca czyli od sprawdzenia jakie zamki są w domu a dopiero potem zabrałam się za pudło skarbów ze skrawkami od Gazyni  :)
Jak już wykopałam odpowiednią ilość zaczęło się crazy szycie. Niestety na etapie pikowania już nie było mi tak wesoło. W optymistycznej wersji miało to być moje pierwsze podejście do pikowania kamieni. W ostatecznej nie wyszedł nawet tłuczeń :D ale któż by się tym przejmował.
Prawidłowo powinno to wyglądać tak ale skoro ja nawet na papierze nie umiem tak narysować to czegóż tu się spodziewać :D
Ale to nic. Jeszcze jakieś 20 lat szycia i się nauczę ;)
Dla mnie na dziś wystarczająco zadowalające jest to, że uszyłam, szycie poszło całkiem sprawnie a efekt choć nie powala na kolana to zaspokaja moje skromne w tym temacie ambicje :D


piątek, 2 listopada 2012

Zero śmiechu :)

No i zaryzykowałam. Napatrzyłam się na ten sweterek u Zdzisi. Wybitnie mi się spodobał. Z uwagi na cieńszą włóczkę musiałam zmodyfikować wzory.
Oczywiście wyobrażenia wyobrażeniami a to co wychodzi na koniec nie zawsze się okazuje takie jak w planach. Gdyby ktoś miał wątpliwości - te dwie tasiemki dyndające po bokach to rękawy... ;) Owszem, mieszczę sie, probelmu nie ma ale na siłownię to lepiej juz nie chodzić :D Ale chciałam dopasowane...
Włóczka Cashmere Gold Madame Tricote kolor 016, 3 motki, bardzo przyjemna w dotyku. Całość dziubałam przez miesiąc (wieczorami) na drutach 3,75 (ściągacze nr 3).

Zdzisiu - serdeczne dzieki za pomoc techniczną i pomysł :)

środa, 5 września 2012

Pseudo modern

Jak najbardziej pseudo bo do "modern patchwork" to jeszcze mi ho ho... To już chyba prędzej pod "crazy" patrząc po zaistniałych krzywulcach ;))
Ale jest. Bawełna ecri i trochę szmatek w beżo-brązach. W środku cienki wkład. No i ładnych kilka godzin pikowania... Łącznie na pikowanie chyba poszły 4 szpulki bębenkowe nici ;) Niestety nie umiałam zapanować nad lekkim przesuwaniem się tkanin. Choć nie wiem, możliwe, że jak bym przysiadła i odpowiednio "przemasowała" to bym to dała radę wyprostować. Ale nie wiem czy znajdę chęci ;)
Przy okazji pierwszy raz testowałam podwójną lamówkę. Niby fajniej bo nie trzeba kroić ze skosu. Ale jednak narożniki to ładniej są wykończone przy "zwykłej"... No, chyba że to też kwestia moich "umiejętności" ;))


Zima za pasem

No niestety. Kto się zdążył nacieszyć latem ten ma szczęście. Mi się nie udało.
Ale wydziubałam w końcu kolejne, całkiem nudne już okrywajki.
Standardowy sweter rozpinany robiony w jednym kawałku od dołu do góry, żadnej inwencji twórczej ;) No, zamiast modelowania talii po prostu drobny warkocz w tyłu. I tyle. Nawet jak zwykle Angora Special BD nr 3541 plus cieniutka brązowa nitka dla stonowania. Tak. Kolor na mojej fotce wyszedł wybitnie głupio. Na szczęście w realu jest tam beż, brąz i turkus ;)


A teraz fragment dla ludzkości mogącej pochwalić się wybirną wyobraźnią ;)
Niestety nic nie poradzę na to, że Jadzia w swojej ułomności nie zostala wyposażona w rączki... Dlatego musicie sobie wyobrazić, że jest to szalo-owijka z rękawami czy tam mankietami w niezbyt odkrywczym u mnie kolorze. Długa wystarczająco co by się można zamotać na różne sposoby. Jeszcze nie przeszła testów konsumenckich i nie wiem jak będzie się sprawować w praktyce ale pogoda już się chyba niedługo dopasuje... :(


piątek, 17 sierpnia 2012

Nietypowo

To znaczy niestety bardzo typowo bo znowu po długiej przerwie... Ale jakoś tak... Coś tam się robi ale jakoś opornie. Lato jakoś wyjątkowo wrednie mija dając mi niewiele z siebie. Ale ponoć narzekać nie można więc trzeba sobie samemu czasem znaleźć powód do radości.
To i ja znalazłam. I mam w nosie wszystkich malkontentów śmiejących się pod nosem że mi na stare... dobra, kurka, nie takie stare więc jeszcze odbijać mi ma prawo!

W zasadzie w temacie mogło by być moralizatorsko albo agitatorsko ale nikt tego nie lubi więc bynajmniej Was do niczego nie namawiam hi hi Tylko Wam powiem jak mam fajnie ja :))

Kto z Was ma dzieci? Bądź choć jedno? No. A kto z Was słyszał choć raz „Maaaaamuuuuusiu, ja chcę zwierzątko!!!!”? No właśnie, pomijając procent rodziców dzieci jeszcze niemówiących – chyba raczej wszyscy ;)) I teraz tylko kwestia czy należymy do grupy „miętkiej” i po krótkich namowach ulegamy czy do tej „twardej”. Lub choć „twardszej” :D
My przez długi czas, z różnych względów, trzymaliśmy się tej drugiej kategorii (o losie!!! Ale to zabrzmiało!!! :) ). Mieliśmy standardowe obawy co będzie po kupnie. Zmiękliśmy. Była myszka, jest chomik. Ale jeszcze było mało. Znaczy „za małe” :D

Temat powracał co jakiś czas, argumenty i namolność w truciu rodzicom rosło w zastraszającym tempie wprost proporcjonalnie do wieku trutnia ;) Na całe szczęście odkryłam  Stowarzyszenie Pomocy Królikom i po wnikliwej lekturze okazało się, że w takiej formie i mając taki cel - możemy trochę zmięknąć ;)
Stowarzyszenie pomaga królikom niechcianym, porzuconym lub z interwencji. Są przeróżne możliwości pomocy zwierzakom - od kupna cegiełkowego kalendarza, przez wirtualne adopcje, domy tymczasowe, adopcje stałe oczywiście po pomoc finansową i rzeczową. Dla nich liczy się każdy gest i każda złotówka.

A teraz do rzeczy. Proszę Państwa - oto... oj no pewnie że nie miś!!! Sweety! Nasz wspaniały przytulaśny gość, współlokator od wczoraj. 

Chłopak przyszedł do nas na razie na dom tymczasowy. Musimy sprawdzić wszelkie reakcje chemiczne pomiędzy nim i jego akcesoriami na nasza córką. I spokojnie - o miłość nam nie chodzi bo to już jest, obustronne, od pierwszych chwil po przyjeździe ;) 

*) uwaga. Na powyższej fotce człowiek nie robi pasztetu ze zwierza - zwierz nie ucierpiał, żadna głowa się w niego nie wgniotła ;))

Sweety przyszedł z niedawno otwartego oddziału Stowarzyszenia w Sopocie Fundusze i pomoc rzeczowa potrzebna jest praktycznie każda. Od żwirku, siana, środków na utrzymanie azylu po każdą złotówkę, nie mówiąc o domach tymczasowych i stałych. Teraz bardzo pilną potrzebą jest zakup duuużej klatki dla Dony - olbrzyma srokacza dla której standardowa klatka będzie już za chwilę znacznie za mała :(

Wcale a wcale Was nie namawiam do pomocy ;)) Ani do wrzucania banerków Stowarzyszenia na Wasze blogi ;)) Ani tym bardziej do adopcji - w jakiejkolwiek formie!!! ;)) 

Ale czy naprawdę trzeba Was namawiać...? :D

piątek, 6 lipca 2012

Kieszonki (kieszonki! Nie „kiszonki”) ;)

Ależ przyjemnie z wakacjami, co? Jeszcze tylko urlop by się przydał ;) Bo czas w końcu choć trochę wyluzować – z czym się tylko da hi hi Tylko czemu ten czas tak szybko leci...

Ale przynajmniej dzięki temu w końcu udaje mi się coś porobić. I jakoś tak jak zaczęłam to nie mogłam skończyć. Bo zawsze mi się wydawało że z innych kolorów będzie jeszcze lepiej ;)

Małe, kolorowe trójkieszonkowce (dwie zewnętrzne na zamki + jedna zwykła w środku). Najpotrzebniejsze rzeczy na pewno zmieszczą.

A. No i przepraszam, że Jadzia dziś taka w negliżu... ale wiecie, lato, wakacje... :D




piątek, 22 czerwca 2012

Sowa

 Dawno, dawno temu, choć wcale nie za górami ani za lasami, padło hasło – niech powstanie sowa ;) Powstawała bardzo powoli, w nieustannych konsultacjach co by Właścicielka była zadowolona. A jak już prawie wszystko było gotowe to przyszła moja córka, popatrzyła i powiedziała, że skoro sowa ma mieć taaaki brzuch to przecież można z niego zrobić kieszonkę zapinaną dziobem! Pomysł został przesłany do konsultacji i zaakceptowany. Moje dziecię pękało z dumy, że zostało współprojektantką (co prawda w zamian zaśpiewała sobie wysokiego wynagrodzenia ale w końcu takie prawa byyznesu :-)) ).
Torba jest... duża ;) Dlatego jak sobie pomyślałam ile czasu szukam kluczy w mojej to na szybko chwilę przed wysyłką dorobiłam smyczkę z pojemniczkiem na najpotrzebniejsze rzeczy ;)








wtorek, 12 czerwca 2012

Na kolorowo

Chyba jednak nie przestawię się na regularne pisanie... Chroniczny niedobór czasu :(

Ale dobrze, że chociaż czasami udaje mi się coś skończyć.
Na pobudzenie kombinacje kolorystyczne.





środa, 11 kwietnia 2012

...a teraz dla odmiany w zielonym ;)

Szybka (jak na moje mozliwości he he) kosmetyczka też "prezentowa". Kolorystyka trochę wciekła jak dla mnie ale jak szaleć to szaleć! ;)


wtorek, 3 kwietnia 2012

W niebieskim tonie

Kto z Was się pospieszył to się załapał na wiosenną super dostawę materiałków u Robinka . Ja się załapałam i nabyłam ślicznego charm pack'a Tend the Earth. Charm packi wymyślił jakiś bardzo mądry człowiek dla takich przypadków jak ja – nie inwestując dużo ma się... bardzo dużo ;) przeróżnych, dobranych kolorystycznie tkanin.
Na pierwszy rzut powstała kosmetyczka tylko z ułamka tkaninek, które były w pakiecie. Na ostatniej fotce półprodukt dla lepszego spojrzenia na materiały. Szycie z tego to sama przyjemność.



Na dokładkę wymęczony trochę sweterek z Angory Special BD kol 1600 i dodatkowej nitki – niestety szarej. Ponieważ najlepiej się człowiek uczy na błędach i to własnych, teraz jestem już mądrzejsza. Myślałam, że jak dołożę szarą nitkę to całość będzie... bardziej stonowana a wyszła... mdła. Wniosek – do cieniowanej wełny zdecydowanie lepiej dołożyć nitkę w kolorze najciemniejszym albo najjaśniejszym z tych, które są w cieniowanej. Inaczej niestety jest trochę bez wyrazu :( Myślę, że gdybym do tej 1600 dołożyła nitkę granatową byłoby znacznie ciekawiej. No cóż, może następnym razem ;)

I jeszcze torebka dla Marysi ;) Swoją drogą ciekawe kiedy ludzie przestaną mnie wpuszczać na imprezy obawiając się kolejnej szytej dokładki do prezentu ;-)))




środa, 14 marca 2012

Tradycyjnie...

...ze sporym poślizgiem ale jeszcze nie nabrałam wiosennego rozpędu.

Moje pierwsze podejście do Paper Piecing. Chyba niezbyt fortunnie na pierwszy raz wybrałam ekozamsz ;) ale jakos poszło.


poniedziałek, 6 lutego 2012

Kawka z mleczkiem

Ciąg dalszy eksperymentów skrawkowych ;)
Tym razem test jakie najmniejsze kawałki można wykorzystać i chyba jeszcze spokojnie da się je zmniejszyć ;)
To etui na dokumenty / karty jest z kwadratów o boku 3,5 cm (po zszyciu maja ok. 2,5 cm).
W większości skraweczków rozpoznaję śliczne tkaniny od Robinka




czwartek, 2 lutego 2012

Z darów

Na początek serdeczne podziękowania w imieniu Marcina za wszelkie głosy oddane w plebiscycie :) Zajął bardzo dobre drugie miejsce – gratulacje!!!

A skoro o podziękowaniach. Muszę bardzo serdecznie podziękować moim super dziewczętom ;) Gazyni i Ance - obie obdarowały mnie górą skarbów – czyli ścinakami prześlicznych materiałów z przeznaczeniem na treningi patchworkowe ;)
Postaram się je sensownie wykorzystać choć bardzo daleka droga przede mną ;)
W zasadzie może to i nie jest zbyt skomplikowane ale jednak jest sporo do nauki. Podstawa to umiejętność komponowania i dopasowywania wielkością i kolorami kawałków tak aby miało to ręce i nogi. A największy „problem” to pikowania, szczególnie kształtne ;))
Na szczęście weszłam w posiadanie specjalistycznej stopki do cerowania / pikowania, która znacznie to ułatwia. Nie zmienia to jednak faktu, że przypuszczalnie ładnych kilka lat zajmie mi odpowiednie zapanowanie nad koordynacją ruchów swoich i maszyny ;) Jak na razie zamiast „lotem trzmiela” zadowolę się „agonią pijanego bąka obijającego się o ściany”.
Ale spokojnie, za jakieś 5 lat będzie to wszystko wyglądało lepiej ;)))