piątek, 17 sierpnia 2012

Nietypowo

To znaczy niestety bardzo typowo bo znowu po długiej przerwie... Ale jakoś tak... Coś tam się robi ale jakoś opornie. Lato jakoś wyjątkowo wrednie mija dając mi niewiele z siebie. Ale ponoć narzekać nie można więc trzeba sobie samemu czasem znaleźć powód do radości.
To i ja znalazłam. I mam w nosie wszystkich malkontentów śmiejących się pod nosem że mi na stare... dobra, kurka, nie takie stare więc jeszcze odbijać mi ma prawo!

W zasadzie w temacie mogło by być moralizatorsko albo agitatorsko ale nikt tego nie lubi więc bynajmniej Was do niczego nie namawiam hi hi Tylko Wam powiem jak mam fajnie ja :))

Kto z Was ma dzieci? Bądź choć jedno? No. A kto z Was słyszał choć raz „Maaaaamuuuuusiu, ja chcę zwierzątko!!!!”? No właśnie, pomijając procent rodziców dzieci jeszcze niemówiących – chyba raczej wszyscy ;)) I teraz tylko kwestia czy należymy do grupy „miętkiej” i po krótkich namowach ulegamy czy do tej „twardej”. Lub choć „twardszej” :D
My przez długi czas, z różnych względów, trzymaliśmy się tej drugiej kategorii (o losie!!! Ale to zabrzmiało!!! :) ). Mieliśmy standardowe obawy co będzie po kupnie. Zmiękliśmy. Była myszka, jest chomik. Ale jeszcze było mało. Znaczy „za małe” :D

Temat powracał co jakiś czas, argumenty i namolność w truciu rodzicom rosło w zastraszającym tempie wprost proporcjonalnie do wieku trutnia ;) Na całe szczęście odkryłam  Stowarzyszenie Pomocy Królikom i po wnikliwej lekturze okazało się, że w takiej formie i mając taki cel - możemy trochę zmięknąć ;)
Stowarzyszenie pomaga królikom niechcianym, porzuconym lub z interwencji. Są przeróżne możliwości pomocy zwierzakom - od kupna cegiełkowego kalendarza, przez wirtualne adopcje, domy tymczasowe, adopcje stałe oczywiście po pomoc finansową i rzeczową. Dla nich liczy się każdy gest i każda złotówka.

A teraz do rzeczy. Proszę Państwa - oto... oj no pewnie że nie miś!!! Sweety! Nasz wspaniały przytulaśny gość, współlokator od wczoraj. 

Chłopak przyszedł do nas na razie na dom tymczasowy. Musimy sprawdzić wszelkie reakcje chemiczne pomiędzy nim i jego akcesoriami na nasza córką. I spokojnie - o miłość nam nie chodzi bo to już jest, obustronne, od pierwszych chwil po przyjeździe ;) 

*) uwaga. Na powyższej fotce człowiek nie robi pasztetu ze zwierza - zwierz nie ucierpiał, żadna głowa się w niego nie wgniotła ;))

Sweety przyszedł z niedawno otwartego oddziału Stowarzyszenia w Sopocie Fundusze i pomoc rzeczowa potrzebna jest praktycznie każda. Od żwirku, siana, środków na utrzymanie azylu po każdą złotówkę, nie mówiąc o domach tymczasowych i stałych. Teraz bardzo pilną potrzebą jest zakup duuużej klatki dla Dony - olbrzyma srokacza dla której standardowa klatka będzie już za chwilę znacznie za mała :(

Wcale a wcale Was nie namawiam do pomocy ;)) Ani do wrzucania banerków Stowarzyszenia na Wasze blogi ;)) Ani tym bardziej do adopcji - w jakiejkolwiek formie!!! ;)) 

Ale czy naprawdę trzeba Was namawiać...? :D