piątek, 27 grudnia 2013

Żeby nie było

...że już całkiem nic nie robię - robię ;)
Robię, ciągle i nieprzerwanie ale nie zawsze jest jak pokazywać efekty.

Ale jedno jest pewne - TAKIE rzeczy wymagają zaznaczenia. Sąsiedzi ze wschodu zapowiadali zimę stulecia - może i kiedyś przyjdzie, pewnie na Wielkanoc ;)) Dlatego zaczęłam wstępne przygotowania.
Kilka lat temu zrobiłam ze dwie pary skarpet w sposób "tradycyjny". Ale wyszły krzywulce i była to istna droga przez mękę. Zaczęłam szukać innych rozwiązań. Na szczęście trafiłam na bloga Intensywnie Kreatywnej
Jej metoda robienia jest rewelacyjna. Przede wszystkim na drutach z żyłką - odpada walka z pięcioma drutami. Poza tym można robić dwie skarpety jednocześnie co dla mnie jest chyba najważniejsze - strasznie męczy mnie robienie dwóch tych samych elementów oddzielnie - nigdy nie pamiętam czy w trakcie wprowadzałam jakieś zmiany, czy nitkę dociskałam mocniej czy słabiej - tu nie ma tego problemu.
Teraz wszystkie rzeczy do pary będę robiła w ten sposób - na pierwszy ogień pójdą rękawy do swetra ;)
No i kilka fotek. Nie są najlepszej jakości. Ale jedyna osoba, która zechciała mi udostępnić do zdjęć swoje ździebko przymałe golenie, nie dysponowała zbyt dużymi pokładami cierpliwości ;))
Wszystkie są robione z Polo Natura. Nie wiem jak będą wyglądały po jakimś czasie ale do okazjonalnego noszenia powinny wystarczyć.





poniedziałek, 4 listopada 2013

Drobiazgi... część kolejna ;)

Mam nadzieję, że Aga nie będzie miała nic przeciwko ale jak zobaczyłam u niej tą sówkę to wyjątkowo mnie urzekła. Nie za bardzo miałam kogo taką obdarować ale niedawno pojawiła się pewna maleńka kobietka i decyzja była prosta :)


Dlaczego wcześniej nie pokazywałam mojego portfela? Bo chyba nie miałam na początku przekonania czy się przyjmie a potem jakoś mi wyleciało z głowy. Nosze go chyba ze 2-3 miesiące i sprawdza się. Jest to pierwszy egzemplarz, który uszyłam z ekozamszu. Obawiałam się czy nie będzie za gruby szczególnie na szwach. Ale jest ok.
W środku na dobrą sprawę jest po 3 przegródki z każdej strony plus jedna zapinana na zamek. Fakt, że nie ma czegoś "większego" na banknoty ale w zasadzie i tak nie noszę gotówki przy sobie a te niewielkie ilości to spokojnie można wetknąć w małe kieszonki. Jest już trochę przyświechtany ale myślę, że pranie też spokojnie przetrwa ;))
A przy zamku co? - "za-sówka" ;)))



poniedziałek, 21 października 2013

Na szybko

Co się robi jeżeli dojdzie się do wniosku, że na "jutrzejsze" wyjście nie ma torebki? Siada się do maszyny oczywiście.
O dziwo ta poszła mi w miarę sprawnie (chyba kwestia presji) ;) Myślę, że całość, łącznie z aplikacją, uszyłam w ok. 10 godzin. Jest mniejsza niż moje poprzednie torby ale mimo wszystko pakowna.




poniedziałek, 14 października 2013

Kiedy będzie zima?

...za chwilę ;))
Dlatego na szczęście najpotrzebniejsze drobiazgi już zrobione. Moja młodzież na ten sezon zażyczyła sobie pandę. Więc jest panda. Niestety czapkę zrobiłam z resztki Merino de luxe Yarn Art i potem okazało się że nigdzie nie mogę już wyszukać białej żeby dokupić. Więc komin jest robiony z Polo i wygląda ździebko inaczej. No trudno...

Była też szydełkowa sowa, która ma tylko szybkie zdjęcie na niedźwiedziu ;)) bo właśnie odlatywała na południe kraju.


No i w końcu dla mnie! Wełna leżała chyba od wiosny i nabierała mocy ;) Ponownie moje naprawdę ulubione Merino Ulubione z Zagrody Wyjątkowo mi odpowiada ta wełna - jest bardzo miękka, sprężysta i delikatna. Dodatkowo bardzo fajnie układają się cienie - efekt na tyle mi odpowiada że nawet nie zastanawiałam się nad robieniem jej "jakimś" wzorem - na moje w zupełności wystarcza po prostu ściągacz patentowy.
Kolory u mnie oczywiście trochę przekłamane - na stronie Zagrody bardziej odpowiadają rzeczywistości ;)



niedziela, 22 września 2013

Bezszwowe opakowanie szydełkowe - tutorial ;)

Wielkie słowo - "tutorial" ;) Trochę przesadziłam. Powiedzmy - mała wskazówka jak zrobić najprostszą szydełkową torebkę... no nie, to też przegięcie... ;)) Oczywiście w ten sposób można zrobić i torebkę i etui i wiele innych rzeczy. Nie sugerujcie się moim "wyrobem" - to tylko przykład, w moim przypadku po prostu opakowanie na książkę ;)
Jak zaczynałam uczyć się szydełkować zawsze najbardziej nie lubiłam (z resztą i do dziś nie lubię) zszywać ze sobą poszczególnych części. Dlatego jak rozpracowałam robienie bezszwowe to ogromnie mi ulżyło.

Niestety widzę, że chyba w zamieszaniu usunęłam pierwsze zdjęcie. Ale myślę, że można się domyślić jak wyglądał początek - zaczynamy od zrobienia łańcuszka. W tym przypadku jego długość dopasowałam tak, żeby po przyłożeniu na końcach została mniej więcej taka sama odległość do brzegów książki jak na szerokość.
Teraz zaczynamy "obrabianie" łańcuszka dookoła. Ja robiłam słupkami - w każdym oczku łańcuszka słupek. Tylko na obu końcach, w rogach, robiłam "słupek, oczko łańcuszka, słupek" - w jednym oczku. Dzięki temu całość nabiera kształtu prostokąta. Mi w tym przypadku wystarczyły dwa okrążenia.
Mając gotowe "dno", kolejne okrążenie słupków robimy wkłuwając się tylko w tylą nitkę oczka z poprzedniego rzędu. W ten sposób uzyskujemy "kant" ;) Od tego okrążenia rezygnujemy z dodatkowych słupków na rogach - robimy już tylko po jednym słupku w każdym poprzednim.
 Po zakończeniu tego rzędu powinniśmy otrzymać taką łódeczkę...
 ...dopasowaną do naszej foremki ;))
 Kolejne okrążenia robimy bardzo nudno i monotonnie ;) na pożądaną wysokość.
 Potem zostaje wykonanie zapięcia (jeżeli jest potrzebne), paska lub pasków, ewentualnego ozdobienia. Ja na szybko zrobiłam kilka prostych kwiatków i motylków. Motylki przypięłam włochatymi drucikami dzięki czemu nie musiałam się bawić w robienie czułków na szydełku. No i to tyle :D

poniedziałek, 16 września 2013

Cenne hobby ;)

Dziś będzie teoretycznie. Niestety bardzo teoretycznie :D)
Często jestem pytana o „ile bym wzięła za...” Pytanie makabryczne jak dla mnie. Tak, wiem, gentelmeni nie rozmawiają o pieniądzach, zazwyczaj się staram trzymać tej zasady, ale w końcu od gentelmena ździebko mnie różni ;)) więc czasami mogę sobie odpuścić.
Temat wyceny rękodzieła jest bardzo wredny. Wartość prac może zrozumieć chyba tylko osoba, która sama coś tworzy... Bo jak wytłumaczyć „normalnej” osobie ;) dlaczego np. torebka uszyta przez nas powinna być 3 razy droższa niż te, którymi zawalone są sklepy? Gdzie dodatkowo nawet w sieciówkach torba kosztująca powiedzmy 100 zł na wyprzedażach będzie do wyrwania czasami za 30-40 zł?


Ile kosztowało mnie uszycie mojej dużej jagodzianki ? Ja osobiście wiem, że bardzo dużo... siły ;)) A poza tym?
ekozamsz w dwóch kolorach, łącznie ok. 1 m – ok. 33 zł z przesyłką
bawełna na podszewkę – ok. 10 zł (ale już ok. 20-30 zł jeżeli ma być z tkanin patchworkowych)
kamela, ocieplina, 2 zamki, szpulka nici (przy takiej aplikacji) i podobne – ok. 20 zł

Bardzo orientacyjnie to chyba z grubsza wszystkie materiały. Wychodzi ok. 63 zł. A reszta?
O ile pomysł na WŁASNĄ torbę zazwyczaj przychodzi szybko to na samo dopracowanie, dopasowanie i rozrysowanie wzoru i kształtu zajmuje trochę czasu. Lekko można liczyć 2 godziny. Tak, wiem, można by przyjąć, że jak już rozrysuje się raz kształt torby to „wystarczy” na ileś kolejnych. Tak, zakładając, że szyje się kilka podobnych egzemplarzy. Ja chyba raz czy dwa razy szyłam po 2-3 podobne sztuki i za każdym razem przy kolejnej mnie trzęsło... No nie umiem i tyle. Dlatego praktycznie za każdym razem jest rysowanie od początku, choć trochę inaczej. Dodatkowo, jeżeli robię coś dla kogoś to całkiem sporo czasu schodzi na dogadanie i dopracowanie szczegółów...
Krojenie wszystkich elementów (tu skromnie licząc wszystkiego było ok. 16 – 18 kawałków) z wszystkich warstw zajmuje lekko licząc minimum 1 godzinę.
Aplikacja. Pamiętam, że jak szyłam jagodziankę to miałam dzień urlopu i poświęciłam go prawie w całości na szycie (choć wcale nie skończyłam tego samego dnia ;) ). Szacuję, że samą aplikację (rozrysowanie, wycięcie, mocowanie i potem obszywanie) zajęło mi powiedzmy ok. 5 godzin (gdzie jeszcze musiałam robić przerwy technologiczne na stygnięcie pedału który aż buzował przy takim ciągłym szyciu ;)) ).
Potem reszta – naprasowywanie usztywnień, szycie – zamki, kieszonki, odszycia, podszewki, pasek itd rozprasowywanie – ciężko powiedzieć, ale myślę że straciłam na to lekko licząc z 6 godz.
Tak wychodzi nam ok. 14 godzin. Wydaje mi się, że fizycznie trwało to u mnie dłużej ale powiedzmy, że „to mój problem” że szyję powoli a dokładnie ;))
Z tego co widzę po forach i blogach dziewczyny często przyjmują orientacyjną stawkę za godz. na poziomie ok. 10 zł. I tak robi nam się 140 zł a razem z kosztami materiałów 203 zł. Gdybym miała ja komuś sprzedać musiałabym odprowadzić podatek dochodowy 18 % więc powinnam wycenić na poziomie 250 zł?
A gdybym sprzedawała ją przez galerie internetową doszedł by czas, który trzeba poświęcić na zrobienie fotek, obrobienie ich, wrzucenie na stronę no i przede wszystkim marża galerii która często wynosi 20 – 50 % (!!!). Nie zakładam sprzedaży przez znaną stronę aukcyjną bo choć prowizja od sprzedaży jest tam znacznie niższa, nie sądzę żeby ktoś mając 50 stron z torebkami za 20-50 zł doszedł do tej gdzie będzie moja za ponad 200...
I jeszcze jedna podstawowa rzecz – szyjąc lub robiąc cokolwiek na zamówienie, jestem w jednym ciągłym stresie, czy to co zrobię będzie odpowiadało wyobrażeniom Zamawiacza – jak to wycenić? No i często przez to całość prac trwa o wiele dłużej bo wolę w trakcie się konsultować i pytać czy ma być tak czy tak. Często mam tak, że już wolę to oddać za darmochę, oby tylko się spodobało... Ale wiem, to mój problem nadający się na specjalistyczną terapię ;))

No więc po ciężkich analizach i kalkulacjach dochodzimy lekko licząc do kwoty 250 zł przy sprzedaży bezpośredniej czy ponad 300 zł przy sprzedaży przez galerie internetowe. Jestem ciekawa czy znaleźliby się chętni...
Na chwilę obecną cieszę się, że nie muszę się nad tym zastanawiać. Noszę sobie swoja jagodziankę praktycznie codziennie od stycznia 2012, więc ponad 1,5 roku i wybitnie ją lubię i pewnie ponoszę jeszcze trochę.

Podobnie jest z wyceną innych rzeczy. U Yadis możecie o tym poczytać, jest też kilka linków do dziewczyn, które przedstawiły swoje wyceny przykładowych prac. Chaga dla odmiany przedstawiła u siebie wycenę haftu krzyżykowego.


No więc w dużym skrócie tyle można powiedzieć na temat wyceny rękodzieła. Może gdyby ktoś miał silną wolę i zaparcie, żeby stawiać Państwu Zamawiaczom sztywne, konkretne i satysfakcjonujące nas ceny to może dałoby się zająć sprzedażą (gdyby wspomniani Zamawiacze nie uciekli w popłochu! :D ). Ale dopóki będzie ze mnie nadal taka businesswoman jak z koziej wiecie-czego trąbka, to moje prace pewnie nadal  będą najczęściej prezentami dla najbliższych i znajomych. Dla tych, którzy wiem, że lubią tego typu rzeczy i się ucieszą.  

czwartek, 5 września 2013

Drobiazgi

Prawie wszystkie szyjące dziewczyny mają na blogach wysyp sezonowych piórników maści wszelakiej. Więc wypada też coś wrzucić. Szyty w zasadzie przypadkiem, dla mojej koniary.
Trochę zastanawiałam się nad fasonem ale wybrałam ten. Szyje się go dość fajnie i prosto. Przynajmniej do połowy - ja ciągle jeszcze nie cierpię zszywania warstw na łukach :( Nie wychodzi mi to zbyt idealnie i zawsze mam dziury w palcach od gęstego szpilkowania. Ale może kiedyś opracuję jakąś dobrą metodę albo po prostu nabiorę wprawy. Mam nadzieję, że jeszcze w trakcie użytkowania się "ukształtuje".



I jeszcze taki drobiazg dla koleżanki. Nie wiem czy faktycznie się podoba czy ściemnia z grzeczności ;)) ale to zawsze miło jak ktoś wykazuje chęć posiadania czegoś "naszego" ;))



środa, 4 września 2013

Ludzkie szycie

Podzielę się z Wami linkiem do strony, którą miałam w zakładkach już od bardzo dawna ale jakoś nie było okazji / potrzeby sprawdzenia jej linek
Jest tu całkiem spora kolekcja wykrojów gotowych do wydruku, pogrupowana w kilku kategoriach. Jak na schematy dostępne za darmo myślę, że jest to całkiem przyzwoita baza.
Ja "zmuszona" okazją uszyłam ten model. Dodałam tylko dla ożywienia "pasek", zrobiłam trochę niższą stójkę i minimalnie poszerzyłam przód i tył przy samej stójce tak, żeby przykrył ramiączka od pościeli ;))
Ale to były moje świadome modyfikacje - sam wykrój nie wymagał żadnych poprawek (proszę się nie sugerować nie dopiętą Jadzią - mamy w tym miejscu inne gabaryty :D )

Na szybko uszyłam też dość specyficzną... kopertówkę (?!) lub raczej zmarszczonego banana - jak kto woli :D a na poprawiny kopertówkę niebieską.





wtorek, 27 sierpnia 2013

Pudełko

Znowu wzięło mnie na próbę podejścia do patchworku z ekozamszu. Nie jest to najprzyjemniejsze rozwiązanie w trakcie szycia. Może mając większe doświadczenie w "crazy" łatwiej jest uniknąć nakładania się szwów, co przy tej grubości nie zawsze dobrze wygląda ;) Ale myślę, że warto testować różne rozwiązania i możliwości. Przynajmniej ja na tyle lubię ekozamsz, że pewnie jeszcze będę próbować.



piątek, 19 lipca 2013

Efekty odosobnienia

Obiecany ciąg dalszy stworków. Kilka kolejnych Angry Birds'ów kordonkowych.
No i sowy, sówki, moje ulubione, w każdej wersji i formie. Nie wiem co mają w sobie ale zawsze wydają mi się sympatyczne. Nawet w postaci tak uproszczonej - czyli kadłubek z wytrzeszczem :D)
Te najmniejsze mają po ok. 2 x 2 cm i dzięki temu można je przypiąć praktycznie do wszystkiego a nawet zrobić kolczyki ;))





niedziela, 14 lipca 2013

Amigurumi

Od zawsze bardzo podobały mi się wszelkie małe figurki, maskoteczki robione na szydełku. Dopiero niedawno dowiedziałam się, że mają swoją nazwę - amigurumi.
A zrobić można praktycznie wszystko, ograniczeniem jest tylko wyobraźnia no i... wprawa ;)) Najważniejsze jest to, że do rozpoczęcia pracy wystarczają naprawdę podstawy szydełkowania. Nawet jeżeli pierwsze egzemplarze wyglądają jak powykręcane chorobą stawów ;)) to szybko można nabrać doświadczenia.
Ja po przerwie dorwałam się do szydełka z powodu konieczności wyjazdu w niezbyt fajne miejsce odosobnienia ;)) gdzie nie mogłam zabrać żadnych innych robótek. Szydełko i kilka kordonków zmieści się wszędzie.
Najpierw dla sprawdzenia i odświeżenia wiadomości szybko zrobiłam dwa potworki z Angry Birds'ów w/g tych schematów http://nerdigurumi.com/2011/12/angry-birds-amigurumi-pattern.html
Te są zrobione ze zwykłej bawełny Altin Basak Myra szydełkiem 2,5 z jakimiś moimi niewielkimi modyfikacjami wzorów. Za chwilę, po powrocie z wygnania, będą następne ale mniejsze, robione z kordonka :)

wtorek, 9 lipca 2013

Na zielono...

Dzisiaj nie będzie za ciekawie... A to głównie z racji jakości fotek. Niestety robione bardzo szybko przed wyekspediowaniem do nowej właścicielki. Wyszły bardzo ciemne i nie oddają kolorów.
Pierwsza upominkowa. Naprawdę ma ładniejsze, weselsze te kolory. Główna część w kolorze butelkowej zieleni łączona z jasnym zielonym ekozamszem i bardzo kolorową tkaninką. I nawet podobno się podobała :))



A druga szybka prototypowa chyba zostanie w domu. Testowałam kieszonki boczne zewnętrzne ale trochę przekombinowałam z proporcjami i wyszły wąskie. No, nadają się na telefon, chusteczki, długopisy i podobne rzeczy, które mogły by wpaść na samo dno ;))


piątek, 14 czerwca 2013

Nowe etujki

Czasem człowiek musi mieć coś nowego no bo... no, musi i tyle ;)
Aktualnie padło mi na etui - najprościej i najszybciej. Jako, że wersja przyspodniowa najbardziej mi odpowiada został tylko dylemat w jakim kształcie, z czego i jak technicznie, żeby było ładnie wykończone. Dwa pierwsze dylematy nie są bardzo skomplikowane, szczególnie jeżeli ma się tajemne pudełeczko z materiałkami np. od Robinków ;)
Zostaje kwestia dobrego odszycia. Tym razem szyłam na podstawie instrukcji Agi - tu jest jej tutorial Wbrew pozorom szyje się bardzo łatwo i szybko a efekt wykończenia jest naprawdę bardzo fajny.
Pierwsze uszyłam oliwkowe ale trochę przedobrzyłam z podwójną warstwą ocieplinki i całość na szwach na dole jest trochę... ubita ;)) ale jest git. Dodatkowo jakoś tak z rozpędu chciałam zakładane typowo na pasek... ale nie pomyślałam, że ubierając bluzkę "na wierzch" w dziwnym miejscu pod ubraniem wyrasta niezidentyfikowany obcy :D Jednak lepsza jest wersja lekko obniżona od poziomu teoretycznej choćby talii :))
Wersja czerwona jest już w tym zakresie poprawiona i sprawdza się super. Polecam ;)




piątek, 7 czerwca 2013

Wymęczyłam :)

Już nawet nie pamiętam co mnie naszło jakiś czas temu, że porwałam się na taką robotę... Ale było pewne, że jeżeli mnie już naszło to nie było szans żeby odpuściło :D
Zaczęłam 22 listopada 2012, skończyłam 14 maja 2013 czyli kalendarzowo jakieś 174 dni ;)) ale po drodze było sporo dni, kiedy nawet nie dotknęłam igły. Haft ma rozmiar 210 x 300 (czyli łącznie 63.000) krzyżyków i jakieś 100 odcieni mulin. Kanwa 14, rozmiar ostateczny to ok.
To moja pierwsza praca w takich gabarytach. Dlatego przez te 5 miesięcy nauczyłam się bardzo wiele, dzięki dziewczynom z forum Złote Rączki poznałam sporo "usprawnień" a nawet przesiadłam się z tamborka na krosno. Nie jest wykonany perfekcyjnie. Daleko mu do tego. Ale na czymś trzeba się nauczyć i techniki i cierpliwości ;) Kilka rzeczy bym poprawiła albo po prostu mając wprawę zrobiła ładniej. Ale jest mój, ma w sobie wiele niecenzuralnych słów, chwil słabości i pewnie trochę zużytego wzroku ale też wiele satysfakcji, że wygrałam :))
Czy jeszcze porwę się na tak duże hafty? Nie wiem. Całkiem możliwe bo jeszcze pewne plany mam. Wszystko pewnie będzie zależało od czasowego lub nie zniechęcenia się do haftu lub powrotu zapału np. do drutów... No i możliwości wykorzystania posiadanych ścian ;))
Fotki są bardzo nędzne ale nie umiem go dobrze ująć.









wtorek, 4 czerwca 2013

Odlot Na Miotle ;))

Ostatnio bardzo zaniedbałam udział w rozdawajkach wszelkich ale ta jest baaardzo interesująca!
Zajrzyjcie na przepysznego bloga którego autorka ma dodatkowo wybitnie zdolne łapki :))


piątek, 31 maja 2013

Na Dzień Dziecka :))

Miało być o  hafcie w rozmiarze XXL ale ze względu na jutrzejszy dzień będzie najpierw o rozmiarze... XXS ;))
Kilka dni temu przypadkiem trafiłam na bloga W Pieguchowie Wybitnie zauroczyły mnie kosteczkowe kolczyki! Bardzo pomysłowe, delikatne i ciekawe. Przyznaję bez bicia, że od razu pomyślałam o bezczelnym wykorzystaniu pomysłu dla Młodej... ;)) Ale ponieważ Młoda jest młoda i dość drobna chciałam spróbować je jeszcze pomniejszyć.
Kanwa 18, kosteczki o boku 6 xxx, ostatecznie mają po ok. 1 cm. Nie pytajcie jak mi się je zszywało... Opuszki palców kiedyś dojdą do siebie ;D
Czy się spodobają? Nie wiem. Okaże się jutro. Oryginalne Pieguchy podobały jej się baaardzo :))
Szkoda tylko, że nie umiem zrobić tak, żeby nadawały się też do układania ;))