poniedziałek, 16 września 2013

Cenne hobby ;)

Dziś będzie teoretycznie. Niestety bardzo teoretycznie :D)
Często jestem pytana o „ile bym wzięła za...” Pytanie makabryczne jak dla mnie. Tak, wiem, gentelmeni nie rozmawiają o pieniądzach, zazwyczaj się staram trzymać tej zasady, ale w końcu od gentelmena ździebko mnie różni ;)) więc czasami mogę sobie odpuścić.
Temat wyceny rękodzieła jest bardzo wredny. Wartość prac może zrozumieć chyba tylko osoba, która sama coś tworzy... Bo jak wytłumaczyć „normalnej” osobie ;) dlaczego np. torebka uszyta przez nas powinna być 3 razy droższa niż te, którymi zawalone są sklepy? Gdzie dodatkowo nawet w sieciówkach torba kosztująca powiedzmy 100 zł na wyprzedażach będzie do wyrwania czasami za 30-40 zł?


Ile kosztowało mnie uszycie mojej dużej jagodzianki ? Ja osobiście wiem, że bardzo dużo... siły ;)) A poza tym?
ekozamsz w dwóch kolorach, łącznie ok. 1 m – ok. 33 zł z przesyłką
bawełna na podszewkę – ok. 10 zł (ale już ok. 20-30 zł jeżeli ma być z tkanin patchworkowych)
kamela, ocieplina, 2 zamki, szpulka nici (przy takiej aplikacji) i podobne – ok. 20 zł

Bardzo orientacyjnie to chyba z grubsza wszystkie materiały. Wychodzi ok. 63 zł. A reszta?
O ile pomysł na WŁASNĄ torbę zazwyczaj przychodzi szybko to na samo dopracowanie, dopasowanie i rozrysowanie wzoru i kształtu zajmuje trochę czasu. Lekko można liczyć 2 godziny. Tak, wiem, można by przyjąć, że jak już rozrysuje się raz kształt torby to „wystarczy” na ileś kolejnych. Tak, zakładając, że szyje się kilka podobnych egzemplarzy. Ja chyba raz czy dwa razy szyłam po 2-3 podobne sztuki i za każdym razem przy kolejnej mnie trzęsło... No nie umiem i tyle. Dlatego praktycznie za każdym razem jest rysowanie od początku, choć trochę inaczej. Dodatkowo, jeżeli robię coś dla kogoś to całkiem sporo czasu schodzi na dogadanie i dopracowanie szczegółów...
Krojenie wszystkich elementów (tu skromnie licząc wszystkiego było ok. 16 – 18 kawałków) z wszystkich warstw zajmuje lekko licząc minimum 1 godzinę.
Aplikacja. Pamiętam, że jak szyłam jagodziankę to miałam dzień urlopu i poświęciłam go prawie w całości na szycie (choć wcale nie skończyłam tego samego dnia ;) ). Szacuję, że samą aplikację (rozrysowanie, wycięcie, mocowanie i potem obszywanie) zajęło mi powiedzmy ok. 5 godzin (gdzie jeszcze musiałam robić przerwy technologiczne na stygnięcie pedału który aż buzował przy takim ciągłym szyciu ;)) ).
Potem reszta – naprasowywanie usztywnień, szycie – zamki, kieszonki, odszycia, podszewki, pasek itd rozprasowywanie – ciężko powiedzieć, ale myślę że straciłam na to lekko licząc z 6 godz.
Tak wychodzi nam ok. 14 godzin. Wydaje mi się, że fizycznie trwało to u mnie dłużej ale powiedzmy, że „to mój problem” że szyję powoli a dokładnie ;))
Z tego co widzę po forach i blogach dziewczyny często przyjmują orientacyjną stawkę za godz. na poziomie ok. 10 zł. I tak robi nam się 140 zł a razem z kosztami materiałów 203 zł. Gdybym miała ja komuś sprzedać musiałabym odprowadzić podatek dochodowy 18 % więc powinnam wycenić na poziomie 250 zł?
A gdybym sprzedawała ją przez galerie internetową doszedł by czas, który trzeba poświęcić na zrobienie fotek, obrobienie ich, wrzucenie na stronę no i przede wszystkim marża galerii która często wynosi 20 – 50 % (!!!). Nie zakładam sprzedaży przez znaną stronę aukcyjną bo choć prowizja od sprzedaży jest tam znacznie niższa, nie sądzę żeby ktoś mając 50 stron z torebkami za 20-50 zł doszedł do tej gdzie będzie moja za ponad 200...
I jeszcze jedna podstawowa rzecz – szyjąc lub robiąc cokolwiek na zamówienie, jestem w jednym ciągłym stresie, czy to co zrobię będzie odpowiadało wyobrażeniom Zamawiacza – jak to wycenić? No i często przez to całość prac trwa o wiele dłużej bo wolę w trakcie się konsultować i pytać czy ma być tak czy tak. Często mam tak, że już wolę to oddać za darmochę, oby tylko się spodobało... Ale wiem, to mój problem nadający się na specjalistyczną terapię ;))

No więc po ciężkich analizach i kalkulacjach dochodzimy lekko licząc do kwoty 250 zł przy sprzedaży bezpośredniej czy ponad 300 zł przy sprzedaży przez galerie internetowe. Jestem ciekawa czy znaleźliby się chętni...
Na chwilę obecną cieszę się, że nie muszę się nad tym zastanawiać. Noszę sobie swoja jagodziankę praktycznie codziennie od stycznia 2012, więc ponad 1,5 roku i wybitnie ją lubię i pewnie ponoszę jeszcze trochę.

Podobnie jest z wyceną innych rzeczy. U Yadis możecie o tym poczytać, jest też kilka linków do dziewczyn, które przedstawiły swoje wyceny przykładowych prac. Chaga dla odmiany przedstawiła u siebie wycenę haftu krzyżykowego.


No więc w dużym skrócie tyle można powiedzieć na temat wyceny rękodzieła. Może gdyby ktoś miał silną wolę i zaparcie, żeby stawiać Państwu Zamawiaczom sztywne, konkretne i satysfakcjonujące nas ceny to może dałoby się zająć sprzedażą (gdyby wspomniani Zamawiacze nie uciekli w popłochu! :D ). Ale dopóki będzie ze mnie nadal taka businesswoman jak z koziej wiecie-czego trąbka, to moje prace pewnie nadal  będą najczęściej prezentami dla najbliższych i znajomych. Dla tych, którzy wiem, że lubią tego typu rzeczy i się ucieszą.  

12 komentarzy :

  1. łączę się w bólu nad poruszonym tematem ...
    ostatnio z tegoż samego powodu omal nie straciłam ducha ... tzn. nie wiem jeszcze dokładnie czy właśnie go nie straciłam ...:(((
    Jagodzianka cudna i nie do zdarcia ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Wycena rękodzieła jest trudnym przedsięwzięciem. Byłoby pewnie łatwiej gdyby nie ogromna ilość osób sprzedających swoje wyroby poniżej kosztów materiałów (najczęściej osoby, które te materiały dostały za darmo i nie prowadzą działalności gosp.).

    OdpowiedzUsuń
  3. chylę czoła opisowi wyceny :)

    mam znajome, które owszem chciałyby coś xxx, więc jak proponuję ok, zamów kanwę i muliny, a robocizna moja... nie wiedzieć czemu kręcą nosem :)

    OdpowiedzUsuń
  4. No więc dlatego nie robię niczego na tzw. zamówienie. Jeszcze nie muszę, bo na życie zarabiam pracą zawodową (nie jest to rękodzielnictwo). Niekiedy ktoś tam pisze, że chciałby, a to sweter, a to kapcie czy sukienkę - odmawiam. Wiem, że zaproponowana kwota będzie nie do przyjęcia dla zamawiającego. Albo po wykonaniu pracy się wycofa lub po otrzymaniu produktu będzie szukać wad, by nie zapłacić całej kwoty. Ludzie myślą w takich kategoriach: a dorabia sobie, to weźmie niedużo. A gdy się powie kwotę, to zdziwienie, że tak dużo. W rezultacie robię prezenty. U nas nie ceni się rękodzielnictwa, a wiele osób nie wyobraża sobie ile czasu wymaga projekt i jego realizacja.
    Kiedyś jakaś firma zaproponowała mi współpracę - okazało się, że płacą od swetra wykonanego techniką żakardową 80-100 zł. Odmówiłam - nie jestem Chinką. Żal by mi było czasu (przecież to kilkadziesiąt godzin, żeby wykonać taki sweter na drutach).
    Jeżeli nie ma się uznanej firmy - nikt nam godnie nie zapłaci - tak myślę. Bo to uznana firma szukała polskich "Murzynów" czy "Chinek" do zrobienia takich swetrów.

    OdpowiedzUsuń
  5. No więc właśnie, ja na szczęście też pracuję zawodowo i z tego się utrzymuję. Na początku szerszej przygody z różnego rodzaju twórczością myślałam, że "świat zawojuję" ;))Ale w końcu "dorosłam" i wiem ile pieniędzy i pracy trzeba włożyć w dobrze wykonane prace. A z moim podejściem do autopromocji i niechęci do regularnego robienia czegoś na sprzedaż - już wiem,że to nie dla mnie. To właśnie ten paradoks - jak człowiek ma dostać symboliczne "grosze" za swoją pracę (od kogoś kto myśli, że kupę kasy nam odpalił ;) )to znacznie większą satysfakcję daje oddanie czegoś darmo w ramach prezentu ;)
    I najgorsze w tym wszystkim jest to,że jak ktoś zapyta o cenę danej rzeczy to - przynajmniej ja tak mam - i wiem, że uzna tą kwotę za zbyt wysoką, to mam wrażenie że powinnam się tłumaczyć, wyliczać i przepraszać dlaczego "aż" tyle...
    U Yaris w komentarzach zostało bardzo dużo powiedziane także w tej kwestii - przysłowiowego hydraulika, który czasami za 15 minut pracy kasuje 100 zł i nikt go nie pyta dlaczego tyle i nie puka się w głowę ;))

    OdpowiedzUsuń
  6. Nawet nie wiesz jak bardzo potrzebny był mi ten post... Ja też nie doceniałam siebie i zwykle wołałam za mało za swoje torebki... dopóki korzystałam z zapasów tkanin z szafy jakoś mi to nie przeszkadzało. Cieszyłam się, że towar schodzi i że są chętni...Dopiero gdy zaczęłam kupować materiały przez internet, opłacać koszty przesyłek, zrozumiałam, że sprzedaję swoje wyroby za koszt materiałów, a gdzie zwrot za prąd(maszyna, żelazko)za przygotowanie oraz szycie... Temat torebek dotyczy właśnie mnie, bo dużo ich szyję i na pewno zastanowię się nad tym poważnie... fajnie, że o tym napisałaś... :)
    Trzeba się cenić...

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja sobie zawsze powtarzam "trzeba się cenić", a w praktyce niestety różnie mi to wychodzi...
    Podsumowując: DZIEWCZYNY TRZEBA SIĘ CENIĆ, bo jeśli my same nie będziemy cenić swej pracy tym bardziej inni jej nie docenią...

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja, niestety, usiłuję wyżyć z rękodzieła i jest to w zasadzie zarabianie na ZUS. Jagodzianka cudna <3 , wycena uczciwa, tylko gdzie ci klienci z gruuuubymi portfelami???? Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  9. To prawda!!!Ale chyba trzeba nauczyć się cenić :) choć ja też czasem nie potrafię ;)Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. Torba jest śliczna, ale faktycznie mega dużo z nią pracy...
    Co do wyceny to ja zawsze mówię, że z czegoś trzeba ZUS opłacić i nie wdaję się w szczegóły :P Swoją drogą wycenę na poziomie 10zł/h przy prowadzeniu działalności uważam za śmieszną wręcz stwkę :/

    OdpowiedzUsuń
  11. cały czas powtarzam ze trzeba Cenić takie rzeczy... kupiec się znajdzie... więcej wiary:-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń