piątek, 22 maja 2015

No niestety

Blog chyba powoli zdycha... Jak wchodzę i widzę, że od ostatniego posta minęło ponad 3 miesiące to nie pozostaje nic innego niż schować się gdzieś do dziury. Nie ma głowy, nie ma czasu, nie ma chęci... I nawet robota nie idzie. Wow, zrobiłam młodej małego Jake'a z Adventure time (to w razie gdyby się nie dało rozpoznać ;) ). Wyczyn...
Nawet jak już coś wymęczę to nie mogę się zebrać żeby wrzucić. Jak obłąkana dłuuugo dziubałam drobnicowy sweterek z łączonej nitki Lace Dropsa + Merinos Fine Ispe. Wymęczyłam i... odłożyłam do szafy ;)
Dla zainteresowanych zadanie z niewiadomą - cały waży 177 g, z chyba dwóch motków Ispe zostało mi ok. 40 g, z Dropsa ok. 80 g - ile wełenek zużyłam? ;) Walczyłam na jakichś cienkich drutach całkowicie gładkim wzorem oczywiście w jednym kawałku. Tylko dekolt i rękawy są wykończone samym Dropsem. Kolor wyszedł dość... ciekawy ;) bo Drops to jest jakaś zieleń oliwkowa a Ispe melanż zieleni w bardziej niebieskawej tonacji.


A co dalej? Miesiąc temu zabrałam się za następny popaprany pomysł - duży szal z okrutnej cienizny Haapsalu Shawl Yarn Midara 100g / 1400 m i jakby tego było mało dowaliłam sobie koraliki... Przez miesiąc zrobiłam może z pół metra ale fakt, że siadam do niego małe kilka razy w tygodniu na chwilę... No nic mi nie idzie i tyle.

Z konieczności siedzimy trochę w ogrodzie. Chociaż okrutnie nie chce mi się śmigać przy łopacie to jednak efekty czasami odrobinę polepszają humor. ;)
Całkiem przyzwoicie w tym roku zakwitły nam azalie, rododendrony i pełno innej drobnicy. Już za chwilę będą pierwsze róże :)
Jak tak patrzę to roślinność prezentuje się na zdjęciach zdecydowanie lepiej niż moje gnioty - może czas na sezon kwitnień oficjalnie się zawiesić i tylko pykać fotki kfiotkom?! ;D